dylematy

Czas i ludzie. O tym jak chronić się przed materializmem i komercjalizacją dziecięcego świata.

18:14

Ostatnie kilka dni spędzamy całą rodziną w zachodnich płucach Polski (Tak, tak od tego krakowskiego smogu naprawdę trzeba czasami odpocząć!) Jest to dla mnie okazja do zastanowienia się nad własnym dzieciństwem i poszukania w tych obrazach inspiracji. Wspomnienia doprowadziły mnie w miejsce, z którego teraz chcę do Was napisać. To miejsce ma przyczepioną tabliczkę z napisem "prostota". Na odwrocie tabliczki widnieje jeszcze jeden napis: "stop komercjalizacji". Kredą ktoś dopisał: "chrońmy swoje dzieci"...
Odwracam się od tabliczki. Co widzę?



Widzę kilkuletnie dzieciaki wspinające się po drzewach i ich zabawy w bazę. Widzę robienie dziwnych papek z cisowych kuleczek. Widzę kopanie dołków w ziemi i wlewanie do nich betonu w celu zrobienia basenu dla chomika (sic!). Widzę wyścigi na składanych rowerach Wigry 3. Widzę wiszenie na trzepaku głową w dół, Widzę nawet pogrzeb kreta urządzony przy garażu sąsiada. Mam tych obrazów całą garść... Czy wiecie co łączy dzieci biegające w opisanym przeze mnie miejscu? Te dzieciaki nie mają przy sobie żadnych sklepowych zabawek (chyba, że wliczymy do nich składany Wigry 3 po dziadku) i wyszukanych ubrań.  Czy czegoś im brakuje? Myślę, że każdemu z nich, ale te braki na tę chwilę nie mają znaczenia, (a poza tym "brak" jak się okazuje to bardzo ważna i potrzebna kategoria zapisana w naszym mózgu!). Liczy się ta trwająca chwila i bycie razem. Tylko tyle i aż tyle wystarczy, aby bawić się dobrze przez wiele długich dziecięcych lat, na pewnym osiedlu domków szeregowych, pod lasem, w zielonym mieście, na zachodzie kraju.

Czy naszym współczesnym dzieciakom jest potrzebne coś więcej? Każdy z nas przecież widzi, że czasy się zmieniły, że my i nasze dzieci funkcjonujemy już inaczej. Nie będę temu zaprzeczać. Myślę jednak, że przed naszym rodzicielstwem postawione jest szczególne wyzwanie. To wyzwanie dotyczące ochrony naszych dzieci przed zalewem, a nawet całkowitym zatopieniu się w świecie komercji. Na każdym kroku jest jej tak dużo, że czasem mam wrażenie, że czai się pod każdą płytką chodnikową (a właściwie pod powszechnie stosowaną, a umiarkowanie urodziwą kostką Bauma) i za każdym drzewem. Czy my, rodzice, zwracamy na to wystarczającą uwagę? Czy mamy świadomość działania pewnych mechanizmów?
Czy wszyscy wiemy, że od wielu lat w wytwórni filmów animowanych produkującej za naszych czasów popularne bajki o myszach, kaczorach i innych zwierzakach najpierw powstają pomysły, co można dobrze sprzedać i jakie gadżety, ubrania wyprodukować, a dopiero potem pisany jest scenariusz filmu?
Czy wiemy, że małe dzieci mają bardzo dużą skłonność do zbieractwa i kolekcjonowania, co skrzętnie wykorzystują producenci zabawek. Codziennie pokazują alucom zestawy kucyków, autek, lalek i innych w reklamach, które przerywają bajki na popularnych kanałach?
Czy wszyscy wiemy, że zyski ze sprzedaży gadżetów i licencji to najczęściej wielokrotności wpływów z tytułu samego filmboxa?
Na końcu, czy zdajemy sobie sprawę, jak bardzo podatne są małe umysły naszych dzieci na atakujące je zewsząd reklamy?
Producenci dokładnie wiedzą, w jaki sposób sprzedać nam i naszym dzieciom właściwie każdy produkt. Wiedzą o tym i śmieją nam się prosto w twarz. To od nas zależy jak blisko dopuścimy ich do naszych dzieci...
Oczywiście, nie da się iść całkowicie pod prąd. Żyjemy tu i teraz i możemy, a nawet powinniśmy, korzystać z dobrodziejstw tego świata tu i teraz. Pytanie tylko, czy możemy pozwolić aby nasze dzieci funkcjonowały bezrefleksyjnie w świecie, który wysyła im komunikaty: "musisz mnie mieć", "kup mnie", "zdobądź mnie" i na podstawie tego określonego stanu posiadania buduje ich poczucie własnej wartości i pewności siebie? Czy wiemy jak to wpłynie na ich dorosłe życie? Czy nie będą jak roboty?

Ja uważam, że moim rodzicielskim zadaniem jest być jak sito dla komercji i materializmu który zalewa nasz świat. Nie uciekam przed nim, ale starannie wybieram i selekcjonuję te treści, które chcę dopuścić do swojej rodziny. Spędzam z Polą masę czasu, ucząc ją, że prawdziwą wartością jest zbieranie liści, a nie kucyków, oglądanie Kota Filemona, a nie ... (nie wiem jaka jest popularna telewizyjna bajka) Omijam z nią szerokim łukiem Smyki i inne sklepy z zabawkami, bo dlaczego miałabym uważać, że dla niej ilość rzeczy w tych sklepach jest mniej przytłaczająca niż dla mnie? Staram się z nią rozmawiać i uświadamiać jej już we wczesnym wieku, co tak naprawdę jest wartością w życiu. W trakcie tych rozmów i zabaw dochodzę do wniosku, że są tak naprawdę to opisane przeze mnie na początku tego wpisu "trwające chwile", czyli czas i "bycie razem", czyli ludzie. Tylko tyle i aż tyle! Mam nadzieje, że Pola będzie to rozumieć...

P.S. Bardzo jest mi miło, że w wiadomościach od Was piszecie, że "Twórcze środy z Ms Baika" przypominają Wam jak można bawić się z dzieckiem przy użyciu tego, co aktualnie macie pod ręka. Piszecie ze to fajne, inspirujące i keep going ;). Właśnie temu maja służyć moje pomysły na spełnianie czasu z dzieckiem: upraszczaniu i niekomercjalizowaniu dziecięcego świata.


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Mogłabym Ci przybić piątkę. Nie mamy telewizji, więc Lea nie jest zalewana reklamami zabawek. Sama wybiera sobie bajki na yt - ale zazwyczaj jest to Masz i Niedźwiedź, albo Pan Robótka, albo inne z serii instruktaży plastycznych.
    Nie wie co to Kraina Lodu - ostatnio stwierdziła, że to taka kraina, gdzie je się dużo lodów. ;)
    Czasami myślę, że powinnam odpuścić trochę, choć to wszystko samoistnie nam przychodzi, nie jest w żaden sposób wymuszone.
    Póki nasze dzieci są małe to w naszych rękach leży przekazanie im odpowiednich wartości.

    ps. Ostatnio przy przedszkolnej debacie na temat prezentów mikołajkowych - jedna z mam stwierdziła, że dla jej córki w sumie nie ważna co dostanie, ważne, żeby było tego dużo.
    Zaniemówiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również przybijam Ci piątkę ;)
      P.S. Kraina gdzie je się dużo lodów brzmi super:)

      Usuń