changes

Życie na odległość. O odpowiedzialności i poszukiwaniu nowego domu.

13:35

Wybaczcie, że ostatnio nie piszę regularnie!

Od prawie dwóch tygodni jestem poza domem. A jestem poza domem, bo szukamy nowego domu właśnie ;). Domu w nowym, obcym mieście, w kraju na szczęście nie obcym, ale dobrze znanym. (w tym kraju, po otwarciu lodówki wyskakuje "dobra zmiana" ;)) Za kilka miesięcy przeprowadzamy się do Warszawy. To miasto, które mnie intryguje, ale i trochę przytłacza. Jest w nim bezkres nowych możliwości, ale i dużo fake-u. (dlaczego cenię sobie autentyczność pisałam tu) Jest bardzo światowo i inspirująco, ale momentami kameralnie i małomiasteczkowo. Warszawa jest bardzo zróżnicowana i to mi się naprawdę bardzo podoba.



Chciałam Wam napisać, że nie ma mnie już tak długo, bo ciężko mi wrócić do Krakowa. Od kilku miesięcy w Warszawie pracuje mój mąż. Jesteśmy więc teraz typową, wyjazdowo - weekendową rodzinką. Pola wie aż zbyt dokładnie, że taty nie ma 5 dni, a przyjeżdża na 2. Wydaje mi się że potrafi sobie to jakoś wytłumaczyć, ale nie zmienia to faktu, że bardzo jej taty brakuje. Mi też brakuje męża i dlatego postanowiliśmy całą rodziną, że za kilka miesięcy wyrwiemy nasze krakowskie korzenie/korzonki (sama nie wiem jeszcze jak głębokie są, pewne okaże się to przy przeprowadzce ;)) i przeniesiemy się do Warszawy.[W tym miejscu mam do Was prośbę:) Jeśli ktoś z Was posiada namiary na fajne mieszkanie do wynajęcia dla trzyosobowej rodzinki ślijcie wiadomości. Chętnie wynajęlibyśmy coś ze sprawdzonego źródła.]

Powiem Wam, że życie na odległość nie jest dla mnie. Życie na odległość gdy ma się małe dziecko nie jest dla mnie totalnie. Zastanawiam się ostatnio czemu jest mi tak trudno. Nie chodzi o zmęczenie, obowiązki czy tęsknotę. Nie chodzi o to, że jak źle zaplanuję dzień to mogę utknąć w domu bez jedzenia, obiadu i z górą śmieci, czy o to, że jak Pola choruje to nie wychodzę przez 5 dni do ludzi... Oczywiście to jest trudne, ale myślę, że tym co jest prawdziwym wyzwaniem jest odpowiedzialność. Poczucie odpowiedzialności za tego małego człowieka, które wisi w ciągu tygodnia tylko na mnie. Powoduje to ciągłego kręcioła 24h/d i jest naprawdę męczące. Wiem, że gdyby coś się działo to tylko ja podejmuję decyzje i tylko ja jestem za nie odpowiedzialna. To powoduje dużą frustrację i potężne zmęczenie. Wiem, że to sytuacja przejściowa i chyba dlatego jestem w stanie ją udźwignąć.

To właśnie przez odpowiedzialność jestem w Warszawie już tak długo. Od dwóch tygodni śpię spokojnie i pomimo, że tęskno mi już do moich kątów i codziennych obowiązków to część mnie wcale nie chce wracać! Od dwóch tygodni oswajam Warszawę. Chodzę, słucham, oglądam. Przyglądam się ludziom, miejscom, kawie (oczywiście ;)). Wącham powietrze i zdziwiona jestem ilością słonecznych dni.


Wiem, że na pewno czekacie na nowe inspiracje DIY i na kolejne "twórcze środy". W weekend wracam do Krakowa i do kręcioła 24/7. Od poniedziałku pojawię się znowu regularnie. Poczekajcie jeszcze chwilę:)

Tymczasem na pewno zauważyliście, że na blogu pojawił się nowy baner. W prawym górnym rogu znajduje się informacja, że startuję w konkursie na blogroku. Pomyślałam, że nigdy nie będę na to  gotowa, więc za namową męża postanowiłam wystartować już teraz. Jeśli macie ochotę wyślijcie proszę sms o treści F11622 na numer 7124. Koszt to 1,23 a całość idzie na cele charytatywne. Możecie głosować tylko raz, więc liczy się naprawdę każdy sms :)





You Might Also Like

2 komentarze

  1. Super post. :-) W Warszawie najbardziej podoba mi się właśnie ta różnorodność. Niektóre dzielnice wyglądają bardzo światowo, inne mają klimat małego miasteczka. :-) Też na początku Warszawa mnie przytłaczała, ale teraz jest już lepiej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mam wielką nadzieję, że gdy znajdziemy już swoje cztery kąty również będzie nam coraz lepiej:) Pozdrawiam!

      Usuń