baby

Moje rodzicielstwo. Drugie dziecko- czy to znowu jest rewolucja?

13:28

Mam w archiwum nieopublikowanych postów taki wpis, gdzie piszę o tym czym różni się druga ciąża od pierwszej. W archiwum. Nie zdążyłam go wrzucić, bo czas w ciąży leciał z prędkością światła...

Tym razem postanowiłam, że napiszę Wam o tym czym różni się podwójne rodzicielstwo od tego pojedynczego.  A różni się! Bardzo! Tego jestem pewna! Poniższe porównanie jest oczywiście subiektywne, ale sądzę, że każda z Was znajdzie w nim część siebie! :)

Kosz mojżesza to rozwiązanie idealne na dzienne drzemki. Haftowane poduszeczki i girlanda od houseofoelie
Pojawienie się pierwszego dziecka to rewolucja. Trudna i czasem nawet bolesna rewolucja.
To czas, gdy świat wokół pędzi, a my siedzimy w fotelu i próbujemy setny raz prawidłowo przystawić malucha do piersi (nie mówiąc o zastojach, nawałach, nocnych pobudkach...). To czas, gdy spędzamy długie godziny na gapieniu się na dziecko, a potem dziwimy się, że minął dzień. To (często) czas diety eliminacyjnej - wykańczającej zarówno fizycznie i psychicznie. To czas, gdy nie wiemy co zrobić z tą wolną godziną, gdy dziecko śpi, bo poczucie, że może wybudzić się w absolutnie każdej chwili jest obezwładniające. To czas, gdy chodzimy na palcach, mówimy szeptem. To czas, gdy marzymy o pierwszym uśmiechu, pierwszej sylabie, pierwszej grzechotce w rączce. To czas, gdy nie dosypiamy, nie dojadamy i nie widzimy perspektywy żeby mogło się to zmienić. To w końcu czas, gdy nerwowo wertujemy poradniki dla rodziców. Każde poradniki. Te pochodzące od treserów dzieci również...
Malutkie, ale wymagające nuzie.

Dzień w łóżku? 

Pojawienie się drugiego dziecka to rewolucja. Hmmm, a może właściwie to rewolucyjka. Mała w porównaniu do opisywanej wcześniej, ale ciągle duża...
To czas, gdy świat wokół pędzi, a my gotujemy obiad, drugą ręką trzymając karmiące się dziecko. To czas, gdy patrzenie na dziecko jest jedną z wielu czynności, ale nie jedyną, bo w międzyczasie czeka nas zabawa w biwak, rysowanie, zabawa w plażę... To czas, gdy dieta eliminacyjna (znowu na białka mleka ;)) decyduje o jadłospisie, ale nie decyduje już o zjedzonych na pocieszenie żelkach. To czas, gdy zadania są rozdzielone na cały dzień, ale te plany są elastyczne i my jesteśmy elastyczne, że raz się udało a innym razem nie... To czas, gdy drzwi sypialni maluszka są otwarte, obok starsza tańczy do Pana Kleksa, a my puszczamy młodszej OSTRego - niech się dziewczyna uczy czym jest muzyka... To czas, gdy wiemy, że nasze dzieciątko rośnie, rozwija się - czy to przy naszym udziale czy też bez i potrząsanie grzechotką przez 5 godzin nad jego głową niczego nie przyspieszy. To czas gdy dziecko śpi w łóżku rodziców więc i my śpimy, a jeśli jeszcze nie śpimy to dojadamy właśnie dzień jakimiś pustymi kaloriami. To w końcu czas, gdy wiemy jaka jest nasza rodzicielska droga i nie szukamy odpowiedzi u innych. A książki treserów dzieci dawno spaliliśmy w kominku...

Czas na kawę znajdzie się... czasami ;)

Kącik malucha w pokoju jest dużo bardziej minimalistyczny niż przy pierwszym dziecku... Cudny komplecik na komodzie to zezuzulla
P.S. Jedno się nie zmienia na pewno!
Po czym rozpoznać matkę, która ma jedno, dwoje, troje i więcej dzieci? Są trzy znaki szczególne:
1. Pełny makijaż na każde wyjście z domu:  do Lidla, do ginekologa, na spacer.
2. Głośniki w samochodzie na full (absolutny full!)
3. Prędkość w samochodzie... też na full i aż się o full mandat prosi. (mężu nie czytaj ;))


You Might Also Like

0 komentarze