hygge

Mój nowy salon i piękne plakaty od Posterilla.

12:18

Ten post napisałam milion lat świetlnych temu, a dokładnie 3 miesiące temu zanim mała Maja zaczęła się przemieszczać z prędkością światła po domu. Jest mi przykro, że tak mnie tutaj mało z Wami, ale doba jest zdecydowanie za krótka. Wiem, że ten czas minie, dlatego wypatrujcie mnie na horyzoncie. Obiecuję, że nie odpuszczę...


Jakiś czas temu (a to dobre ;))postanowiłam po raz kolejny zmienić ustawienie salonu. Znacie mnie i wiecie, że na takie pomysły wpadam średnio raz w miesiącu. ;) Tym razem jednak było to prawdziwe wyzwanie. Salon jest stosunkowo mały (jak na milanowską miarę ;)), kwadratowy, w amfiladzie, z kozą (piecykiem w sensie ;)) i wyjściem na werandę. Dużo ograniczeń prawda?



Zawsze, gdy projektuję klientom daną przestrzeń zastanawiam się nad najsłabszym punktem i staram się zrobić z niego atut. Dlatego tworzyłam już mieszkania, w których nie było zupełnie czuć wąskiego korytarza, mieszkanie 70 m, w którym zmieściły się dwie duże (duże!)łazienki, szafa z pralką, wielka sofa, wyspa, duży stół...W naszym mieszkaniu też jest kilka takich miejsc, które uznaję za trudne. Dlatego też w przypadku naszego salonu wyszłam z założenia, że skoro i tak praktycznie gonimy się wokół tego pokoju to może meble powinny stanąć na środku. Nie będziemy się w końcu o nie wiecznie potykać;)

widok na salon i imponujące wyjście na werandę


Mąż przychylił się do tego pomysłu (bidulek nie ma innego wyjścia ;)) Sofa i wisząca nad nią kaskadowa lampa z lat 60-tych stały się głównym punktem nowego salonu. Pod ścianą ustawiliśmy dwa fotele i stworzyliśmy kącik do czytania książek. Wydaje mi się, że pod względem funkcjonalnym to obecne ustawienie jest idealne. Cieszę się, że odeszliśmy od standardowego wciskania mebli pod ścianami. Zdecydowanie wyszło to w naszym przypadku na dobre! Wokół mebli można chodzić, a wyjście na werandę o pokój dziewczynek nadal są w pełni dostępne.

Po tych zmianach brakowało mi jeszcze czegoś na ściany. Postanowiłam, że zrobię kompozycję z plakatów. Długo szukałam takich, które spełnią moje oczekiwania... W końcu znalazłam stronę Posterilla. Ich pomysły na dekoracje ścienne są świeże, nierzadko skandynawskie i minimalistyczne. Całość drukują na papierze fotograficznym więc jakość jest wspaniała. Możecie dowolnie wybierać formaty wydruku, a nawet domówić do całości drewniane ramki. Brzmi fajne? Bo jest ;)

Genialne plakaty od posterilla, ten w kwadracie z motywem bananowca to rozłożona kartka z Tiger-a

Kaskadowa lampa pochodzi od dziewczyn z ThinkModern, biała biurkowa lampa została upolowana na pchlim targu, a wystająca żarówka to fragment stojaka na gazety po babci mojego męża.

Na plakatach minimalizm i motywy roślinne.

Wszystkie ramki są czarne, co bardzo dobrze ujednolica kompozycję.

Cudny kącik prawda?

Widok na salon od strony pokoju dziewczynek. 

Biała lampa jest mocno odrapana, ale to wg. mnie tylko dodaje jej uroku.

Fotel z monsterą- ulubiony mebel Poli. Poduszeczki od Houseof Oelie (Czy Wy widzicie to otwarte okno? Gdy robiłam to zdjęcie było naprawdę ciepło ;))

Uwielbiam przesiadywać w tym kącie.

Szczególnie lubię obraz - oczywiście też retro:)

półeczki typu string

Światło werandy odbija się w plakacie.


P.S.Wiem, że salon wyglądałby dużo lepiej w bieli... wiem i czekam... Mężu? ;)

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Lata świetlne to miara odległości, nie czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przytulnie i co ważne świetnie oświetlone. To duże okno robi robotę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Skąd biały stolik ?pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń